Entropia to młody zespół z Oleśnicy pod Wrocławiem. Tworzy go czterech członków – Michał Dziedzic, gitarzysta, wokalista oraz autor tekstów; Patryk Budzowski – perkusista, Marek Ceńkar – basista oraz drugi wokalista; Damian Dudek – klawiszowiec.
Grupa ma dwa lata i jak na razie dwuutworową EP ‘let’s leave before this place thaws’. Niecałe 17 minut tego wydawnictwa wypełnia niemal kanoniczny post-metal. Co znaczy kanoniczny? Otóż to, że bliżej entropistom do Empires, Russian Circles, czy, przede wszystkim do ISIS; czyli bliżej im do konkretnego, riffowego i melodyjnego grania, niż do żużlowatych i walcujących [ale równie dobrych, by nie być źle zrozumianym] i rozmytych post-metali pokroju Mouth Of The Architect, Minsk, czy rodzimego Blindead.
Entropia nie obraca post-metalu w entropię, a przynajmniej nie tę rozumianą potocznie jako chaos. Muzycznie i nastrojowo najbliżej bowiem Entropii właśnie do twórców “Panopticon”. Już sam początek pierwszej kompozycji, Seasons End Up in Thaw rozpoczyna się jak utwory ISIS, a czysty głos Michała Dziedzica przypomina zaśpiewy Aarona Turnera, np. w Dulcinea. Podobnie jest w muzyce, choćby w brzmieniu basu, czy niektórych rozwiązaniach perkusji. Jednakże te podobieństwa, choć czytelne, nie świadczą na niekorzyść zespołu, bo nie prowadzą w zaułek ślepego naśladownictwa. Oby nie prowadziły. Mając raptem dwa lata trudno jednak o nowatorskie rozwiązania.
Entropia nie ukrywa zresztą głównego źródła inspiracji, na pierwszym miejscu wśród znajomych na myspace umieszczając właśnie ISIS.
Choć ‘let’s leave before this place thaws’ to zaledwie dwa utwory, słychać, że Oleśniczanie mają pomysły, zarówno na melodie, jak i aranżacje. Ciekawie rozplanowano fortepianopodobnie brzmiące klawisze, które nadają muzyce dodatkowy plan. Fajnie brzmią też melodie; co prawda nie są może aż tak błyskotliwe, żeby wpadały w ucho za pierwszym razem i świdrowały umysł, ale nie są też sztampowe. Zmiany nastrojów i temp sprawiają, że utwory nie nużą.
Co ważne, Entropia w swoich dwóch kompozycjach wytworzyła klimat, co nie zawsze udaje się debiutantom. Jest przestrzeń, jest melancholia i nastrój, na których muzykom Entropii zależy.
Szkoda tylko, że brzmienie perkusji zostało ‘zheblowane’, a powinno być pogrubione. Perkusja brzmi jak cienki patyk, a powinna być, przynajmniej naszym zdaniem, grubym pniem, lub solidnym korzeniem. Gitarom też przydałoby się więcej ‘trzeciego wymiaru’, wydobycie żywego brzmienia.
Ale to przecież dopiero początek. Również poszukiwań brzmieniowych. A że w nauce entropia jest miarą stopnia nieuporządkowania układu, to muzycy będą szukać i porządkować długo, słuchaczom tylko na korzyść. Miejmy nadzieję, że te ciągłe poszukiwania będą owocować nową i co najważniejsze dobrą muzyką.
Entropia – ‘let’s leave before this place thaws’ [2009]








