Zagraj to jeszcze raz, Buster
Całkiem niedawno, dosłownie na naszych oczach [uszach] pojawił się zupełnie nowy gatunek muzyki – djent. Odpowiedzialnych jest za to kilku szalonych wikingów, rozmiłowanych w suwakach logarytmicznych.
Meshuggah szybko znaleźli miłośników przetrąconych rytmów i w mig zaroiło się od lepszych [np. bulb, Animals As Leaders, Cloudkicker, Textures] i gorszych [TesseracT] naśladowców. Niestety wielu postanowiło udowodnić, że są bardziej meszugowi niż sama Meszuga. Na szczęście są i tacy, którzy w tym labiryncie dźwięków szukają własnej ścieżki.
Na przykład amerykańska grupa Admiral Angry. W 2008 r. wydała swoją jedyną jak dotąd ciężkogrającą płytę – “Buster”. Pomysł Kalifornijczyków na własne podejście do meszugokształtnych dźwięków jest banalnie prosty, ale skuteczny. Zamyka się w jednym słowie – wolniej.
W tym przypadku wolniej oznacza też ciężej, a na pewno bardziej masywnie. Utwory na płycie Admiral Angry wloką się jak niewyspane czołgi; gitary brzmią tak, jakby ktoś zamiast strun założył na nie grube linie wysokiego napięcia, lub stalowe liny, podtrzymujące maszty anten. Wszystko tu drga, burczy i rezonuje. Zresztą samo brzmienie ma wyraźny, zimny, stalowy posmak. Teksty tradycyjnie są wywrzaskiwane. Ale nie growlingiem, czy skrzekiem, ale ochrypłym, “manifestacyjnym” krzykiem.
Admiral Angry jest szalony, ale nie w obłąkańczym stylu “When you see the white whale. Break your backs and crack your oars”, bardziej w stylu “Though this be madness, yet there’s method in’t”. To metodyczne zarażanie obłędem, klocek po klocku, jak w tetrisie.
Niestety nie usłyszymy wiele więcej muzyki Admiral Angry. Daniel Kraus, który pisał całą muzykę w zespole, zmarł tragicznie w 2009 roku. Grupa wydała jedynie EP A Fire to Burn Down the World, zawierającą materiał napisany jeszcze przez Daniela. Co dalej z zespołem, nie wiadomo.
Pozostaje “Buster”. Szalona, ciężka i połamana muzyka, zagrana z niewzruszoną, stoicką miną Bustera Keatona.
Admiral Angry – Buster [Shelsmusic, 2008]
