Późny rocococore

halle „Włóżcie słowa do kapelusza, wyciągnijcie na chybił trafił, otrzymacie poemat dada” twierdził jeden z twórców dadaizmu, Tristan Tzara. Kilkadziesiąt lat później francuski artysta Igorrr skorzystał z podobnej zasady, choć wrzucał dźwięki, a nie słowa, zaś jego kapelusz miga światełkami i robi ‚ping!’.

Igorrr, czyli Gautier Serre, skończył terminowanie u doktora Frankensteina, otworzył własny interes, a do imienia dla efektu dodał dwa ‚r’. Choć wcale nie musiał tego robić, bo jego dzieła same w sobie są efektowne.

Igorrr od kilku lat skrupulatnie zszywa ze sobą zwiewną, ażurową tkankę muzyki barokowej z niewyprawioną, szorstką skórą metalowych riffów, a wszystko to rozpina na wypaczonym kośćcu breakcore’owych rytmów. I z płyty na płytę szwy są coraz sprawniej założone, a powstałe w ten sposób monstrum, choć wciąż groteskowe, poraża swoją siłą i wbrew pozorom harmonijnym zestawieniem części składowych.

„Hallelujah”, czyli najnowszy pomiot Igorrra, powstawał przy pomocy innych szalonych naukowców, m. in. norweskiego sesyjnego gitarzysty Telocha [Mayhem, Gorgoroth, 1349], Adama Stacey [Estradasphere, Secret Chiefs 3], czy śpiewaczki Laure Le Prunenec oraz muzyków nie mniej obłąkanej formacji Vladimir Bozar ‚N’ Ze Sheraf Orkestär. Na płycie pojawia się też wokalnie odkurzacz [w utworze Absolute Psalm], kura [w Vegetable Soup], a także koza [w Cicadidae]. Obecność drobiu nie zaskakuje polskiego słuchacza, wszak już lata temu Grzegorz Ciechowski wykorzystał głos kur w utworze „Piejo kury piejo”. Nigdy jednak kura nie rapowała w breakcore’owym połamańcu.

W monstrum Igorrra najwięcej jest breakcore’a [rym zamierzony], barokowych melodii i głosów oraz tnących blackmetalowych gitar. Ale pojawiają się też elementy jazzu, flamenco, czy muzyki cygańskiej. I nigdy nie można być pewnym, co się wyłoni zza muzycznego winkla za kilka sekund, bo delikatny, operowy śpiew przy wtórze klawesynu w sekundę później może utonąć w kanonadzie gitar i beatów. Albo na odwrót. „Hallelujah” to bezlitosna gra kontrastami.

Cała płyta, podobnie zresztą jak poprzednie, spowita jest aurą jakiegoś dziwacznego, wykoślawionego karnawału lub przedstawienia cyrkowego. Nastrój ten podkreśla oprawa graficzna autorstwa Mioshe, artysty współpracującego z Igorrrem od początku jego kariery, która w przypadku „Hallelujah” dorzuca jakieś bluźniercze konotacje religijne.

Igorrr to Jeunet i Caro muzyki ekstremalnej, a „Hallelujah” to jego „Delicatessen”.

Igorrr – Hallelujah [Ad Noiseam, 2013]

strona

Reklamy

~ - autor: amonit w dniu 8 lutego 2013.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: